¤ Lonsai Maikov - Décembre au Mont des Oliviers ¤



Brave Mysteries 2013

Ocena:
4.5

1. Kyrie Ekekraxa, 2. Parole Donnée, 3. Inteletto d'Amore, 4. Les clés de l'histoire, 5. Adhuc tecum sum, 6. Allonge le pas!, 7. Lumière Féconde, 8. Le Trident d'Opale, 9. Les Sillons de Lumière, 10. L'anneua, 11. Leger Chevallier, 12. Papasse, 13. Resurgence, 14. Tunique d'Airain

Istnieją zespoły, które już w momencie debiutu zadziwiają świat tak poziomem technicznym muzyki, jak i jej pomysłowością. Nie zawsze jednak ten poziom udaje się utrzymać - i wówczas kariera grupy albo toczy się przez jakiś czas siłą inercji tudzież rzekomego kultu, albo szybko zanika. Zdarza się również (casus Triarii), że choć każdy album jest warsztatowo bardzo poprawny, to jednak żaden niczym szczególnym się nie wyróżnia. Wówczas muzyka trzyma przyzwoity poziom, lecz napotyka barierę rozwoju. Ciągle jest tak dobrze, że już tego nie czuć.

Lonsai Maikov to inny przypadek. To raczej przykład na to, że czasami warto prowadzić projekt przez długie lata, całe dekady - by w końcu nieoczekiwanie rozbłysnąć.

Przypomnijmy wpierw, że kilka albumów Thierry'ego Jolifa (np. 'Fire' czy 'Our Lady of the Bones') to prosty, melancholijny i ascetyczny w instrumentacji neofolk gitarowy. Z kolei 'Thee Darkening of Powers' (gdzie płyta dzielona jest z Dissonant Elephant) to specyficzna wycieczka w obszary rocka, neoklasyki, ambientu i trudno orzec, czego jeszcze. Specyficzna - bo choć szczera i na swój sposób piękna, to jednak nacechowana cokolwiek naiwnym, płytkim brzmieniem i wykonaniem. Do tego projekt Jolifa ma na koncie kilka materiałów z pogranicza ambientu, industrialu czy muzyki konkretnej.

Siła muzyki Lonsai Maikov, przynajmniej jej folkowego oblicza, tkwiła zawsze we wspomnianej wyżej 'naiwności', w aurze zadumy, która przykrywała niedostatki konceptualne czy techniczne. Nie każdy tę siłę dostrzegał: dla wielu LM to po prostu nuda i dłużyzna.

Ostatnie lata przyniosły jednak niemały progres dzielnego Bretończyka. Wyrazem tego jest album 'Décembre au Mont des Oliviers', wydany w roku 2013 przez Brave Mysteries. To właśnie ów przypadek, kiedy z brzydkiego kaczątka wreszcie powstał dorodny łabędź. Ale miejmy nadzieję, że nie jest to łabędzi śpiew.

'Grudzień na Górze Oliwnej' wita nas uroczą okładką, na której sielankowy krajobraz prowincji przycięty jest w taki sposób, byśmy widzieli sylwetki mnichów niosących krzyż. Krzyż zdaje się być katolicki, acz sam Jolif jest konwertytą z 'soft-core catholicismu' (czyli de facto z niczego) na prawosławie. Po drodze miał oczywiście swoje wędrówki w rejony ezoteryzmu evoliańsko-guenoniańskiego, prowadził również badania religioznawcze (jest zresztą autorem książek o wierzeniach Celtów). Ta przeszłość odbija się m.in. na starych płytach, ale nie tylko.

A czym jest 'Grudzień...'? To przedziwna, ale porywająca wycieczka w ten baśniowy zakątek, gdzie bretoński folklor spotyka się z apokaliptycznym folkiem, psychodelicznym rockiem, echami ambientu i postindustrialu tudzież sakralną muzyką chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu. Kto wie, być może słuchacz wychwyci nawet skrawki krautrocka, post-rocka, black metalu czy bluesa? Dodajmy, że w tekstach i tytułach artysta zastosował kilka języków, co pogłębia wrażenie różnorodności.

Jest to muzyka eklektyczna, ale nie mająca w sobie nic z bezmyślnej, postmodernistycznej błazenady. Wszystko mieści się tam, gdzie być powinno. Niedomagania stylistyczne czy aranżacyjne, urocze ale jednak nie mogące przekonać szerszej widowni - gdzieś znikły. To album poprawnie zagrany, poprawnie nagrany, profesjonalny. A do tego - nastrojowy, nostalgiczny i na swój sposób pogodny, jak zawsze u Jolifa. Ta nuta słodkiej melancholii jest obecna bodaj w każdej kompozycji, ale nie należy się spodziewać, że to płyta 'leniwa' czy 'powolna'. Przeciwnie – pomiędzy tego rodzaju pasażami rozmieszczono inne, bardziej drapieżne czy energetyzujące (nie na tyle jednak, by zepsuć całokształt).

I choć nie jest to muzyka par excellence sakralna czy choćby tylko 'religijna', to jednak jest przesycona perspektywą człowieka zanurzonego w Tradycji. Cóż, wystarczy wspomnieć, że Thierry, z właściwą sobie fantazją, w swoim czasie rozwijał nazwę swego zespołu 'jako LOre's ONSlaught AgaInst Modernity And Its Knots Of Vanity'.

https://bravemysteries.bandcamp.com/album/d-cembre-au-mont-des-oliviers

-- Adam T. Witczak [17 stycznia 2017]



ostatnie recenzje autora:
Simfonica - Song of the Volcanoes -- [23 kwietnia 2017]
Roman Catholic Skulls - 1970 Static -- [19 kwietnia 2017]
Chvad SB - Phenomenalism, Cartesian Doubt and Bomb #20 -- [18 marca 2017]
Dog in the Evening - Choir and Room -- [23 października 2016]
Sublamp - Cathedrals of Gravity -- [18 października 2016]
  więcej...



inne recenzje Lonsai Maikov:
Lonsai Maikov - Barddwedi -- Adam T. Witczak [25 czerwca 2012]
Lonsai Maikov - From the Fountain -- Adam T. Witczak [3 marca 2016]
Lonsai Maikov - Les Chants de l'Ombre -- Adam T. Witczak [27 sierpnia 2015]
Lonsai Maikov - Smell of Knowledge -- Adam T. Witczak [21 marca 2010]
Lonsai Maikov - The Confession of the Rose -- Adam T. Witczak [3 listopada 2010]
Lonsai Maikov - Thee Darkening Ov Powers -- Adam T. Witczak [22 marca 2010]
Lonsai Maikov vs. Dissonant Elephant - Heroic Inventory -- Adam T. Witczak [30 listopada 2010]

powrót do recenzji »


Szukaj:

nowe na stronie:
Simfonica - Song of the…
Roman Catholic Skulls…
Chvad SB - Phenomenali…
Lonsai Maikov - Déce…
Robert Henke w Chorzowie
Dog in the Evening…
Sublamp - Cathedrals o…
Eric Hofbauer Quintet…
Dagshenma - Humane to…
MNL 9 - Morning Mystery
Przypadki Derniere Volonte
Fasci di Combattimento…
Loren Connors - Portrait…
Aine O'Dwyer - Music…
Pierre Schaeffer - Ci…
Willy Stamati - Industri…
Lulu Rosenkrantz - Weltg…
People Like Us - This…
La Dernière Atta…
IAMNOTHING - Prayer…
więcej »

polecamy | więcej »

© 1996-2017 postindustry.org


wygenerowane w 0.027 s.